Moje wierszydełka pleciugowate powstają spontanicznie, w przypływie chwili. Inspiracją do rymowanych bajeczek jest dla mnie właściwie wszystko, co mnie otacza - przedmioty, zwierzęta, przyroda. Także osoby, z którymi przychodzi mi stykać się codziennie. Ilustracje do wierszydełek także powstają spontanicznie, choć siłą rzeczy muszę - tworząc je - poświęcać na tę czynność więcej czasu. Efekty niech ocenią odwiedzacze tego blogu.
Jak kiedyś napisałam w katalogu do jednej z moich wystaw - najlepiej czuję się w świecie z pogranicza jawy i snu. Stąd zapewne biorą się moje predylekcje do tworzenia bajek. Wiadomo bowiem, że w każdej bajce można odnaleźć prawdy o świecie realnym...
Panią Słychań-Buchalik poznałam w czasie mojego pamiętnego pobytu w Szczytnej, a właściwie w Bobrownikach. Nauczycielka, malarka, wielki przyjaciel dzieci i osoba o czułym sercu mieszkała w przepięknej, zabytkowej willi - należącej w tamtych czasach do Ministerstwa Oświaty. Była dobrym duchem Bobrownik. Willa znalazła nowego właściciela, a pani Janina została z niej wyeksmitowana i zamieszkała podobno w Szczytnej. Od jakiegoś czasu nie mam już kontaktu z panią Janiną, jednak w moich zasobach fotograficznych zachowało się jedno zdjęcie, wykonane w trakcie wernisażu, kończącego obóz plenerowy grupy nauczycieli-plastyków z Łodzi. Pani Janina uwielbiała słoneczniki i one stanowiły główny motyw jej pięknych obrazów. Możecie się sami o tym przekonać. Która z tych pań z fotografii jest panią Janiną, a którą jest autorka tego blogu - domyślcie się sami...
Myślę sobie, że jednak największym skarbem Krzeszowa jest przepiękna ikona Matki Boskiej Łaskawej. Pisząc zatem o tym zespole sakralnej architektury barokowej i miejscu kultu, nie sposób obrazu tego tutaj zaprezentować. Jak głosi legenda - obraz ten miał namalować w zamierzchłych wiekach pustelnik imieniem Krzesz. Kiedy książę Bolko I świdnicko-jaworski ujrzał obraz w pustelni, postanowił przenieść go do klasztoru Cystersów w Krzeszowie. Obraz ten zaginął w czasie wojen husyckich. Odnalazł się jednak po dwustu latach zupełnie przypadkowo podczas innej zawieruchy wojennej - wojny trzydziestoletniej. Czyż nie jest piękny?
Z dala od zgiełku i pośpiechu wielkich miast oraz ruchliwych traktów skrył sie jeden z największych w Polsce skarbów architektury barokowej - zespół dawnego opactwa Cystersów - Krzeszów. To cudowne miejsce leży niedaleko Kamiennej Góry, więc z racji swoich pobytów w Karpaczu często w Krzeszowie bywałam. Po raz pierwszy byłam w Krzeszowie w połowie lat 80-tych, gdy odwiedziłam mojego znajomego, mieszkającego wówczas w pewnej wsi pod Kamienną Górą. Już wtedy ten przepiękny zespół kościołów, zlokalizowanych na niewielkiej przestrzeni, zrobił na mnie wielkie wrażenie. I już wtedy wiedziałam, że do Krzeszowa muszę kiedyś powrócić. Prawdziwa perłą architektury Krzeszowa jest kościół Wniebowzięcia NMP, wzniesiony w latach 1728 - 35 przez najwybitniejszych artystów sztuki budowlanej tamtych czasów. Efektem ich pracy jest najwspanialsza świątynia barokowa na Śląsku i jedna z piękniejszych w Europie Środkowej. W ołtarzu głównym kościoła znajduje się niewielki obraz Matki Boskiej Łaskawej - otoczony od wielu wieków czcią i poważaniem pielgrzymów odwiedzających to cudowne miejsce. Gdy odwiedzałam wraz z Wandą Krzeszów - zawsze miałam wrażenie, że jestem pod wpływem jakichś potężnych i dobrych mocy - płynących zewsząd - także z ziemi, na której zespół dawnego opactwa Cystersów został kiedyś usytuowany. Mam nadzieję, że dobry los pozwoli mi jeszcze kiedyś to wyjątkowe miejsce odwiedzić.
Telefon od Dorotki Koman, która akurat przed świętami jechała do Kudowy, zmobilizował mnie do przepatrzenia moich zasobów fotograficznych - dokumentujących nasz wspólny pobyt na plenerze w Szczytnej, a właściwie pod Szczytną, czyli w Bobrownikach. O tej uroczej wsi, położonej na stokach okalających wzniesienia masywu Śnieżnika można powiedzieć, że to prawdziwy skansen. Zachowały się tam bowiem stare chałupy z XVIII i XIX wieku i nawet mieszkają w nich ludzie. W Bobrownikach poznałam miejscową malarkę i "czarownicę" - jak o niej mówiono - panią Słychań. Jej przecudne obrazy pokażę Wam przy innej okazji. Dzisiaj natomiast do wpisu dołączam fotografię, ni to kapliczkę, ni to ikonę jakiejś świętej, którą spotkałam w Bobrownikach w pobliżu przystanku autobusowego. Mam nadzieję, że kapliczka zachowała się do dzisiejszych czasów, choć nigdy nic nie wiadomo...