Moje wierszydełka pleciugowate powstają spontanicznie, w przypływie chwili. Inspiracją do rymowanych bajeczek jest dla mnie właściwie wszystko, co mnie otacza - przedmioty, zwierzęta, przyroda. Także osoby, z którymi przychodzi mi stykać się codziennie. Ilustracje do wierszydełek także powstają spontanicznie, choć siłą rzeczy muszę - tworząc je - poświęcać na tę czynność więcej czasu. Efekty niech ocenią odwiedzacze tego blogu.
Jak kiedyś napisałam w katalogu do jednej z moich wystaw - najlepiej czuję się w świecie z pogranicza jawy i snu. Stąd zapewne biorą się moje predylekcje do tworzenia bajek. Wiadomo bowiem, że w każdej bajce można odnaleźć prawdy o świecie realnym...
Tuż przed Wigilią zadzwoniła Dorotka Koman. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Dorotka nie odzywała się do mnie kilka miesięcy i na moje maile też nie odpowiadała. Słysząc znajomy głos w słuchawce oczywiście ucieszyłam się bardzo, bo myślałam już, że nasze wieloletnie koleżeństwo przepadło z kretesem. - Ewa! - Wiesz skąd dzwonię? Ze Szczytnej! Właśnie przez nią przejeżdżam w drodze do Kudowy. Opowiadam właśnie Matiemu (to syn mojej koleżanki) o naszym pięknym plenerze w Szczytnej. I o tym - jak w lesie gonił cię wariat. I o czarownicy, która mieszkała nieopodal naszego pleneru. Pamiętasz? - Dorotka zakończyła swój wywód stereotypowym znakiem zapytania. - Jasne, że pamiętam. Jak bym mogła zapomnieć. To były strasznie fajne wakacje w przyjaznych - jak Sudety wtedy Dorotka nazwała - górach. Nasza telefoniczna rozmowa była przerywana kilkakrotnie - prawdopodobnie brakiem zasięgu. Zaczęła się w Szczytnej, była kontynuowana w Zieleńcu, a zakończyła się w Kudowie. Ach! Te Sudety! Żyć bez nich nijak nie można. Człowiek wraca do nich i we wspomnieniach i w rzeczywistości...
Już za chwilę, tylko patrzeć - przyjdą do nas cudne święta. Złota gwiazdka na niebiosach mruga do nas uśmiechnięta. Będzie sianko pod serwetą, będzie śledzik i grzybowa. Będzie także i opłatek, co go matka w szafie chowa. I zwierzęta będą gadać w tę noc zawsze wyjątkową... Życzę Wam - moi kochani - byście się trzymali zdrowo w święta, ale także przede wszystkim w dni powszednie i zwyczajne. No i życzę Wam - kochani - by Wam było zawsze fajnie!
Jak wiecie - Sudety to nie tylko Karpacz i jego okolice. To także bliższe i dalsze okolice Kłodzka, Polanica, Duszniki, Kudowa i np. Lądek. O tych uzdrowiskach wiemy co nieco. Ale kto z Was był w Szczytnej - małym miasteczku położonym na trasie biegnącej do przejścia granicznego w Kudowie-Słone? W Szczytnej byłam w swoim życiu dwukrotnie. Z ostatniego pobytu przywiozłam takie oto zdjęcie. Zostało ono wykonane w znanej na cały świat hucie kryształów. Wykonywanie kryształowych cudeniek to wcale nie jest lekka praca - jak miałam okazję przekonać się w czasie wizyty w szczytnieńskiej hucie. Tę ciężką robotę wykonują także kobiety, co zdokumentowałam powyższą fotografią.